poniedziałek, 10 listopada 2014

Made In Pain (Rozmowa)





Rozmawiamy z Andrzejem, założycielem i członkiem kolektywu grafficiarzy Made in Pain- puntu odniesienia dla krytyki społecznej i  niezależnej w Polsce w sferze grafiki. Grupa  działa w strefie partyzantki, a ich interwencje artystyczne można  zobaczyć na blogu ( http://madeinpain.wordpress.com ) także na żywo w różnych miastach w Polsce jak Szczecin, Kraków, Toruń, Poznań, Warszawa…i w Grecji, w Salonikach.



-Żyjemy w świecie wizualnym, wszystko co da się zobaczyć, istnieje. To co widzimy, ilość i jakość tego wpływa na nasze decyzje, na nasz wizerunek,  na to co kupujemy, o czym marzymy. Dlaczego uważasz, że graffiti może być częścią naszego procesu podejmowania wyborów w społeczeństwie?


Graffiti/street art jako dziedzina sztuki ma bardzo mistyczny wpływ na społeczeństwo, działa bowiem na świadomość jak i nieświadomość. Może  inspirować do przemyśleń, motywować do działania czy wpływać uspokajająco na nasz umysł. Czasem może być nawet kierunkowskazem na  naszej przyszłej drodze życia.



-„Czyste ściany, niemy lud”, mówi slogan aktywistyczny. Jak wybierasz miejsce gdzie pracujesz?

My mieliśmy kiedyś własną interpretację tego hasła, a mianowicie "Czyste  miasto, martwe miasto". Miejsca do działania wybieramy zależnie od formy w jakiej chcemy zrobić obrazek. Skomplikowany kolorowy albo geometryczny wzór idzie na hall of fame (przestrzeń do malowania dla grafficiarzy, z pozwoleniem wydanym przez miasto), a szybkie monochromatyczne prace lecą  do zaułków mrocznego miasta. Generalnie wszystko idzie na miasto, gdyż miasto (ludzie) jest odbiorcą tej sztuki. Za darmo, dla wszystkich, o każdej porze dnia i nocy. Z pełnym prawem do reakcji na dane dzieło. 



-Najbardziej demokratyczna sztuka…

Nasze prace są jak pojedynczy człowiek - możesz przejść obok niego obojętnie, możesz go szturchnąć, przewrócić, nabluzgać na niego, ale też  możesz się nim zachwycić albo nawet może się on stać dla ciebie najważniejszym człowiekiem na świecie!


-Chyba najgorszy problem na świecie na dzień dzisiejszy to brak szacunku i brak skrupułów, dlatego lekceważymy to, czego nie rozumiemy, z człowiekiem włącznie. Mainstreamowe media często krzewią tę ignorancję. Czy uważasz że street art to innego rodzaju medium, bardziej dla ludu?

Oczywiście! Street artem zajmuję się z własnej wewnętrznej potrzeby. Jest działaniem oddolnym. Nikt nam nie każe tego robić. Nie zarabiamy na tym. Robimy to dla siebie, żeby oczyścić swój umysł, poczuć harmonię z innymi oraz co chyba najważniejsze – robimy to dla przyjemności. Czasem mam wrażenie, że nie same prace są najistotniejsze, ale to że naszą działalnością pokazujemy innym jak przyjemne i ciekawe może być życie. Że można robić naprawdę ważne dla nas rzeczy. Tu i teraz! Że nie trzeba wcale cały czas być smutnym i narzekać na wszystko.


-Często masz problemy z przechodniami? Z policją?


Generalnie staramy się unikać potencjalnych widzów. W nocy chcemy, żeby  ludzi rano mieli wrażenie, że przyleciał ktoś z Kosmosu, zrobił coś na  ścianie, zostawił hieroglify i odleciał. Policja gdy przyłapie nas z szablonem i ogląda go, nie wie zupełnie co on przedstawia i znaczy. Totalnie inna percepcja rzeczywistości. Jak malujemy na hall of famie,  przechodnie często zagadują i robią zdjęcia przy obrazku, podoba im się.  Lubią kolorowe, skomplikowane graffiti. Chwalą kreatywność, innowacyjność, technikę, kompozycję, rozmiar i samą chęć na ciekawe spędzanie czasu naszego życia.


-W jakich miastach znajdują się wasze prace?

Głównie Szczecin i Kraków, ale także ostatnio Poznań, Warszawa, Toruń i  Wrocław. Jest też parę pojedynczych prac rozsypanych po mniejszych  miejscowościach. Oprócz Polski działaliśmy w Salonikach (Thessaloniki) w  Grecji. Bardzo inspirujący kraj z powodu dużej siły działania społeczeństwa oraz dzięki wielkiemu potencjałowi i pomysłom lokalnych artystów. W Grecji rządzą ludzie, a nie rząd. (Pozdrowienia Nar i  Pralina!).


-Jaki jest stosunek innych grafficiarzy do waszych prac?

Różnie, jednym się podoba treść i dziwność (weird), a niektórzy nie rozumieją i gardzą tymi pracami. Najzabawniejsze jest to, że ludzie podobni do nas najczęściej wcale nie potrzebują wspólnego malowania. Mogą malować sami - to outsiderzy.


-Sporo waszych prac kwestionuje nasz stosunek wobec osób pozaludzkich, powiedz nam coś więcej o twoim punkcie widzenia.

Ja osobiście jestem weganinem, drugi człowiek jest wegetarianinem, a trzeci różnie. Osobiście głęboko w sercu czuję, że wszystkie istoty na planecie Ziemia są ze sobą połączone i na siebie oddziałują. W życiu  chcę jak najmniej szkodzić innym. Nie jem zwierząt, minimalizuję ilość kupowanych rzeczy, naprawiam stare sprzęty, oddaję znajomym niepotrzebne przedmioty. Jesteśmy jednym. Jeśli chodzi dokładnie o działania na rzecz praw zwierząt, to wspieramy inicjatywę Basta!.


-No, właśnie, różnica pomiędzy sztuką i artywizmem polega na używaniu talentu kreatywnego do celów krytycznych. Dopóki nie widać problemu, problem nie istnieje. Konsekwentny człowiek nie tylko mówi, ale też robi. Dlatego łączenie życia i ideałów powinno być czymś normalnym, a nie wyjątkiem. Dlaczego tak nie jest w rzeczywistości według ciebie?

Ludzie pod wpływem nowych technologii stali się leniwi. Pracować można w domu, zakupy można robić przez Internet, rozmawiać z innymi można przez Facebooka... Wszystko zdalnie i przy pomocy maszyn. Nie trzeba o niczym pamiętać, bo mamy przypomnienia w telefonach, nie musimy się bardziej nad czymś znać, bo Wikipedia i Google odpowiedzą nam na wszelkie pytania. Praktycznie nie trzeba używać umysłu. Tylko klikamy i „lubimy”. Korzystamy z tego co ktoś nam wcześniej przygotował. Nie widzimy przyjemności z własnego „odkrywania” świata. A życie jest czymś wyjątkowym – jest ograniczone czasowo śmiercią i jest unikatowe poprzez tylko jedyną, naszą percepcję. Wszechobecność i ogrom masy zabijają w nas siłę i wiarę w to, że to my tworzymy rzeczywistość, wpływamy na nią i jesteśmy nią. To my jesteśmy tymi dziećmi chodzącymi do szkoły, to my jesteśmy urzędnikami, to my jesteśmy kasjerkami, to my budujemy domy, to my dostarczamy przesyłki.. Więc jak tu nie brać rzeczy w swoje ręce? Nie potrzebny nam jest lider życiowy czy polityczny, autorytet ani bóg. 



-Czy człowiek jest wolny?
Człowiek jest wolny, ale zazwyczaj tego nie widzi. Trzeba się mocno napracować, żeby ujrzeć tę prawdziwą, wewnętrzną i zewnętrzną wolność. Mało komu się chce angażować w jej poszukiwania.



 -Czym jest wolność dla Ciebie?

Żyj i pozwól żyć innym – tak chyba mógłby brzmieć manifest wolności. U mnie wolność przejawia się tym, że znając siebie, zaspokajam swoje potrzeby. Spełniam swoje marzenia i realizuję plany. Wybrałem kilka dziedzin, w których chcę dojść do mistrzostwa, a resztę powierzam innym. Dając swoją wolność, tworzę z innymi Całość.








sobota, 16 sierpnia 2014

Wszyscy jesteśmy politykami

  • Leonardo Anselmi. Strateg, organizator, uzależniony od działalności na rzecz dobrych spraw. Członek Fundacji Franza Webera, koordynator kampanii organizacji Libera!, pracuje w Barcelonie i w całej Ameryce Łacińskiej przede wszystkim na rzecz zniesienia korridy.  Był kluczową postacią w akcji na rzecz zakazania korridy w Katalonii – jednego z najważniejszych sukcesów ruchu na rzecz zwierząt w świecie hiszpańskojęzycznym, która zdobyła międzynarodowy rozgłos i zakończyła cierpienie byków zadawane od stuleci. Rozmawiam z Leonardem Anselmim
  • X.B.: Kim jesteś? Lub inaczej, czym jesteś?
  • L.A.: Bezpartyjnym zwierzciem politycznym. Weganizm to postawa polityczna o motywacji etycznej, dlatego kiedy pytają mnie o moją polityczną ideologię, odpowiadam: weganin. Wielu aktywistów nie zgadza się z takim podejściem, uważają, że weganizm to postawa etyczna, wolą bardziej romantyczną wizję ruchu. Ja myślę, że etyka to zbyt cenna właściwość, aby redukować ją zaledwie do postawy, sądzę, iż powołano etykę, by znaczyła dużo więcej niż to. Polityka natomiast jest znacznie bardziej przyziemna. Nie widzę powodu, aby weganizm stał się jedynie postawą. Więcej: zawsze nią jest, bo wszystko, co upowszechniamy w związku z naszym codziennym zachowaniem, wpływa na inne osoby w takim stopniu, że siłą rzeczy staje się polityczne z definicji. 
  • Desmond Morris powiedział, że jesteśmy nagimi małpami, kulturalnymi, ekonomicznymi i politycznymi…  Nawet zwykłe śniadanie to akt polityczny. 
  • Nawet to, ale postawiliśmy na romantyzm ze szkodą dla skuteczności. Dzisiaj nie można zaprzeczyć, że wiele decyzji podjętych w parlamentach wpływa na życie zwierząt i na nasze. Dlaczego mielibyśmy odrzucić tę drogę? Martwi mnie czasem, kiedy widzę aktywistów skłonnych poświęcić swoją wolność i ryzykować utratą nienaruszalności fizycznej w obronie zwierząt – i jest to wielki wyczyn – jednak nie potrafią zdjąć kolczyków z nosa i włożyć garnituru, aby bronić zwierząt w parlamentach. To nasuwa mi myśl, że romantyzm przeniósł nas z pozycji obrony zwierząt do obrony określonej postawy i nawet tego nie zauważyliśmy (głównie dlatego, że zrównaliśmy etykę z postawą). Powinniśmy na nowo rozważyć kwestię wewnętrznej kultury ruchu. Czas pędzi.
  • Jest jasne, że należy przyjąć za normę antygatunkowizm oraz postawy wegańskie we wszystkich dziedzinach społecznych, w kulturze, w nauce, w prawie… i, niestety, w polityce.
  • Tak jest, zgadzam się całkowicie. We wszystkich dziedzinach potrafiliśmy poruszać się względnie dobrze, oprócz polityki. Problem słowa „polityka” tkwi w utracie jej charakteru. Myślę, że źli politycy – nie wszyscy tacy są – oszukali nas dwa razy i nawet się nie zorientowaliśmy. Pierwszy raz, upraszczając wypowiedź i w konsekwencji analizę, sprawili, że uwierzyliśmy, iż „wszyscy politycy są tacy sami”. Za drugim razem uwierzyliśmy, że żaden lub żadna z nas nie jest politykiem. A przecież jesteśmy. Jednak nie musimy przynależeć do żadnej partii.
  • Nie lubię postaw abolicjonistycznych i antygatunkowistycznych, bo wydają się być spreparowane przez guru, których wzrok sięga wyżej. Zdają się jeszcze jednym dowodem na to, że istota ludzka, nawet jeśli jej myśl i współczucie ewoluowały, nie nauczyła się żyć z wątpliwościami i sprzecznościami, przy całym ideologicznym i strategicznym zaparciu, jakie ta postawa ze sobą niesie. 
  • Naturalne jest jednak poszukiwanie ideałów, wiemy, że osiąga się je w nieznacznym procencie, ale przyczyniają się do tego, że ociężałe społeczeństwo idzie do przodu, centymetr po centymetrze. Nie zapominamy, że jesteśmy pionierami zmierzającymi się z zachowaniami głęboko zakorzenionymi w naszej cywilizacji, dlatego potrzebne są ideały wręcz niemożliwe, aby móc paktować i uzyskiwać postępy natychmiast, mimo że niższej rangi.
  • Niezależnie czy nam się podoba czy nie, społeczeństwo funkcjonuje w taki sposób, że teorię nie zawsze da się wdrożyć i wszystkie teorie niemożliwe do wdrożenia stają się per se bezużyteczne. Postawa abolicjonistyczna ma wiele dziur i wiele wad do poprawki. Zaczynając od tego, że „abolicja” to termin prawniczy. Oczy mnie bolą, kiedy czytam o „abolicji gatunkowizmu” albo, że przejście na weganizm to zniesienie czegoś. Bądźmy poważni, abolicja to zakaz z mocy prawa powstały z pobudek etycznych.
  • Dlatego nie jestem abolicjonistą w znaczeniu strategicznym, uważam się za pragmatycznego liberacjonalistę. 
  •  
  • Dlaczego przeszedłeś z obrony praw człowieka do obrony osób pozaludzkich? Czy prawa człowieka są mniej ważne?
  • Nie sądzę, abym przeszedł w znaczeniu moralnym, raczej włączyłem zwierzęta do swojego spektrum. W dalszym ciągu bronię niektórych ludzi (tych pokrzywdzonych), ale z innej pozycji. Na przykład w Ameryce Łacińskiej wdrożyliśmy program Basta de TaS (Stop Sile Pociągowej Zwierząt) z hasłem „bez zniewolonych koni, bez wykluczonych ludzi”. Chodzi o uczynienie godną pracy rodzin wypchniętych na margines przez społeczeństwo i zapomnianych przez administrację, które w chwili obecnej biorą w niewolę konie, aby zebrać tony odpadów, posegregować je i oddać do recyklingu. Ci pracownicy to prawdziwi inicjatorzy recyklingu, ale równocześnie są wykluczeni ze społeczeństwa i z tej przyczyny żyją jak 80 lat temu, używają koni, co sprawia potworne cierpienie zwierzętom. Ruch animalistyczny podtrzymywał tę walkę jako bitwę biednych ze zwierzętami. To jest wojna pomiędzy słabymi, w której nikt nie wygra i jakiekolwiek zwycięstwo będzie oznaczać niesprawiedliwą wygraną nad słabym. My wyszliśmy z założenia, że to nie jest wojna, gdzie musi być jakiś zwycięzca, lecz problem, który powinien mieć rozwiązanie. 
  • Równocześnie walczy się z nierównościami klasowymi, rodzajem dyskryminacji historycznej i liczebnie dużo bardziej śmiercionośnej niż rasizm czy seksizm, choć dużo rzadziej wzmiankowanej.
  • Tak jest, kochani. W Ameryce Łacińskiej mamy wciąż społeczeństwo głęboko podzielone i klasowo nierówne. Dlatego zauważyliśmy, że rozwiązaniem są działania pracownicze, od integracji społecznej tych osób i ich rodzin, poprzez odpowiednią edukację, opiekę medyczną i sposób odżywiania się, do możliwości pracy oferowanych przez administrację, aby w dalszym ciągu mogły wykonywać pracę recyklingu, ale we właściwym kontekście. Dzięki temu konie przejdą na emeryturę i zostaną przyjęte przez osoby, które zobowiążą się do nieużywania ich nigdy więcej. Naszym zadaniem w tej kampanii jest zdobyć i przyswoić sobie specjalistyczną wiedzę techniczną (na temat segregacji, technologii, wejścia na rynek pracy, sytuacji socjoekonomicznej, itd.), poukładać tę wiedzę, przełożyć na kod polityczny i doradzać organom administracji w celu wdrożenia projektów zamiany. Ta kampania dotyczy około 1,5 mln koni na całym kontynencie i co najmniej 25 mln zmarginalizowanych pracowników. Była sukcesem, bo przełamaliśmy fałszywe przekonanie, że prawa zwierząt i prawa ludzi są sprzeczne.
  • Fascynujące!
  • I przynosi nadzieję. W każdym razie – odpowiadam na pytanie – uważam, że obydwa rodzaje praw są istotne, choć podkreśliłbym być może dwie rzeczy: rozziew między tym, co idealne i aktualne, jest większy w przypadku zwierząt przynajmniej łamanie praw człowieka z punktu widzenia moralnego jest piętnowane przez (prawie) wszystkich śmiertelników, a nie dzieje się tak, kiedy mowa o zwierzętach. Dlatego poświęcam więcej czasu sprawie zwierząt i dlatego uważam, że wyzwolenie zwierząt przy okazji rozwiąże problem wyzwolenia ludzi.
  • Czy to koniec rasizmu pomógł znieść niewolnictwo? Czy może przemysłowa rewolucja pozwoliła zamienić pracujących w polu Murzynów na maszyny? 
  • Makroekonomia, eksternalizacja kosztów, dumping, kwoty rynkowe... Miliardy euro przepływają na światowych giełdach, zabija się świadomość, niszczy się mikroekonomie, a suwerenność żywnościowa państw zamienia w karykaturę. Wszystkie zwierzęta, włącznie z nami, doświadczają wszechobecnej władzy pieniądza.
  • Nic dodać, nic ująć. Moim zdaniem eksploatacja to przyczyna gatunkowizmu, a nie na odwrót. Gatunkowizm i uprzedmiotowienie to elementy służące człowiekowi do poradzenia sobie z kognitywnym rozdźwiękiem i rozwiązania moralnego dylematu.
  • Nie przychodzi mi do głowy jak można zmienić tę sytuację, wychodząc od konsekwencji.
  • Tym co uczyniło możliwym zniesienie niewolnictwa nie była etyka ani dyskurs, lecz alternatywa, której nazwa brzmiała w tym przypadku „rewolucja przemysłowa” lub inaczej „możliwość zastąpienia Murzynów przez maszyny”.
  • Czy w naszym przypadku będzie to weganizm?
  • Czasami się zastanawiam, co nadejdzie szybciej: świat w większej części wegański czy mięso z laboratorium? Zazwyczaj bez cienia wątpliwości odpowiadam: to drugie, choćby ze względu na niekontrolowany przyrost demograficzny… Zadaję sobie pytanie: ile czasu, pieniędzy i energii poświęcamy na hodowanie laboratoryjnego mięsa i ile na rozpowszechnianie weganizmu? Ktoś powie, że wyhodowane mięso nie zakończy kwestii futer ani cyrków. Ja uważam, że jeśli status quo gatunkowizmu utraci hodowlę zwierząt jako żołnierza, już nie będzie argumentów przeciwko ewentualnej deklaracji praw zwierząt. Chcę przez to powiedzieć, że zakończenie hodowli zwierząt niekoniecznie wniosłoby do naszej przestrzeni prawa zwierząt, jednak prawa zwierząt byłyby tam możliwe. Dzisiaj moim zdaniem są one pożądane, ale niemożliwe.
  • Spójrzmy na małe- wielkie zwycięstwa. Opowiedz trochę o zakazie organizowania korridy w Katalonii. Uważasz, że ten zakaz stanowi punkt zwrotny w strategii globalnej, tak jak zakaz polowania na lisy w Wielkiej Brytanii?
  • Osobiście czułem wielką satysfakcję, że mogłem uczestniczyć w tej kampanii, ponadto byłem celem, na którym nieprzyjaciel wyładowywał swoją złość, byłem posłańcem, którego powinni byli zabić i przy całej ich sile i wpływach nie zdołali. Poza tym, że było to w pewnym momencie ciężkie przeżycie, dzisiaj wdzięczny jestem za trening, który sprawił, że jestem dużo silniejszy niż przedtem. Z punktu widzenia strategicznego sądzę, że była to lekcja organizowania się obywateli i społecznego poruszenia. Istniała oddolna wola, którą można porównać do rozsypanych ziaren ryżu, tych sypanych na głowę nowożeńców. My wrzuciliśmy każde ziarno do odpowiedniego worka. Nikt nie chce, by wysypano mu na głowę worek ryżu, tym bardziej z taką siłą.
  • Wyzwanie polegało na wprowadzeniu woli ludu do demokratycznego parlamentu i to właśnie zrobiliśmy, i zwyciężyliśmy.
  • I zwyciężyły byki.
  • Przede wszystkim. Momentem kluczowym było przezwyciężenie sceptycyzmu i tryumf nadziei i zaufania oraz wejście w sferę polityki. Po Katalonii wydano kolejne zakazy tego typu walk, między innymi w Quito i w Bogocie – te dwa są najbardziej znaczące. W dwa lata znieśliśmy to, czego nie udało się znieść przez poprzednie 50 lat. Aktywiści odnieśli zwycięstwo, a taurinos [zwolennicy korridy] porażkę. Klasa polityczna zaczęła rozumieć, że ten problem jej dotyczy bezpośrednio. Społeczeństwo zrozumiało natomiast, że brak zakazu nie tylko oznacza pozostanie na marginesie rzeczywistości, lecz także stanowi decyzję – decyzję o pozostawieniu rzeczy takimi, jakimi są.
  • Żyjemy w świecie rządzonym przez wizerunek. „Facebookuję ergo sum…"
  • I to, co nie istnieje w sieci, nie istnieje na świecie. Świat nie zmienił sposobu komunikacji, zmiana jest dużo głębsza: świat zmienił nośnik i to jest wielka nowina. Dzisiaj po raz pierwszy w historii mamy szansę wygrać wszystkie partie z niesprawiedliwością wyłącznie dzięki sile komunikacji. 28 lipca zatwierdzono prawo, a 29 lipca byliśmy na pierwszej stronie 70 proc. gazet na całym świecie! Wszelkie działanie abolicjonistyczne związane z prawem będą na tyle konfliktowe, że zwrócą uwagę dużo większej ilości mediów niż najlepiej przeprowadzone śledztwo czy najbardziej efektowny czyn. Status quo opiera się zmianie i jeśli status quo się nie zmieni, jest konflikt i jest uwaga mediów. 
  •  
  • We współczesnym świecie stosowany jest marketing, nawet w celu dokonania zmian społecznych i zwłaszcza w odniesieniu do kwestii zwierząt pozaludzkich. Czy działalność na rzecz zwierząt to produkt, który należy umieć sprzedać?
  • Nie sądzę, żeby był to produkt na sprzedaż, choć myślę, że należy go kupić.
  • Masz jakąś propozycję na działalność? 
  • Owszem, mam, trzy: pragmatyzm, pragmatyzm i jeszcze raz pragmatyzm.

poniedziałek, 9 grudnia 2013

8,90 (pl)

8,90 (pl)



Krótki film artywistyczny o sytuacji ryb w Polsce

"8,90" (english)

 8,90 en



A short film artivistic about the situation of fish in Poland

czwartek, 31 października 2013

LISTY Z WIKTYMARIUM ("Artykuł ukazał się w magazynie "Vege" nr 10/2012)


        Cześć, jestem kotem w Korei, śliczną dziewczyną z Juarez, kurczakiem w Holandii, meksykańskim noworodkiem poddanym eksperymentowi, jestem bykiem “toro bravo” w Hiszpanii, kongijską dziewczynką żołnierką, świnią we Włoszech, czarną studentką w Moskwie, krową w Stanach Zjednoczonych, mahoniowcem w brazylijskiej Amazonii, wietnamską dziewczynką po zrzucie napalmu, jestem starym polskim koniem, chorą  z Gwinei Równikowej, psem w przepełnionym schronisku, Cyganką w tamtych Niemczech, lisem w Poznaniu, kaczką na francuskiej farmie hodowanej dla foigras, chińskim, bezdomnym dzieckiem, delfinem u wybrzeży Japonii, przeszkadzającym tubylcem, pechowym wielorybem, makakiem w koncernie Covance… już wbijają mi w ciało broń i obrzucają ogniem, jestem życiem, które ginie, jestem smakiem, śmiechem, sprzecznością, osiągnięciem nienawiści, niewiedzą, łatwym rozwiązaniem i nigdy ostatecznym, głupotą, ofiarą perwersji innych. I z łatwością mogę być tobą, w rękach tego dewianta, który zamknął w areszcie planetę i zamienił ją w swój folwark, w więzienie i w piekło. Jestem śmiercią, której nie chcesz, rani cię pamięć i straszy..., ale uderzasz w niewinnych bez potrzeby.

Cześć, jestem życiem w twoich rękach owładniętych strachem. 
 
Cześć, zabijesz mnie swoimi argumentami. 

Ty masz swoje wymówki, swoje lenistwo, swoje prawo do zabijania, swój apetyt, swoją brutalną siłę, swoje sknerstwo, swoją hipokryzję, swój paradoks, swój paradygmat, swoją paramilicję, swoje pieniądze, swój patriotyzm, swoją broń i swoje narkotyki, swoją chciwość i swoje dogmaty, swoją obojętność i swoją niewrażliwość. Ja mam tylko parę policzonych oddechów, zaledwie życie, które tracę. 

Ty masz wszystko, ja zaledwie życie, które tracę. 

Byłam wszystkimi życiami i większość z nich opuściłam w twoich rękach, wisząc głową w dół na hakach w rzeźni, gotowa do poćwiartowania, z wbitą ceną na wystawie, w formie futra sprzedawanego w luksusowym butiku, skórzanych butów, w nowej formule szamponu, w dziurach zrobionych przez haubice, w mikroskopijnych klatkach do składania jaj, w bloku jedenaście każdego obozu koncentracyjnego, w marginalizujących gettach, w fawelach, w klatkach do ogłuszania, w obozach dla uchodźców, w formie zemsty, żarłoczności, wyuzdania, żądzy, lenistwa, pychy, zazdrości, złości, w formie niedorzeczności. Nie traci nic ten, który nic nie ma, ale ma wszystko ten, który nic nie ma poza życiem. 

Bo życie to wszystko. A śmierć to nic. 

Dlatego nic nie chcę od ciebie, jedynie swoje życie. Zostaw mi moje życie, to jedyne dobro, które mam. Zostaw sobie swoje pieniądze, swoje miasto, swoje łakocie, poświęć się swojej biżuterii, swojej sławie, swoim nieruchomościom, posiadaj wszelkie tytuły i medale, które sprawiają ci przyjemność, wpisz swoje imię do encyklopedii, na tablicach ulic, na pomnikach, ciesz się gremialną solidarnością, publicznym uznaniem, okładkami czasopism,…, ale zostaw mi życie. Bo ty nie masz władzy, jesteś tylko nieszczęśnikiem w  rękach emocjonalnej nędzy i to powoduje twój głupi śmiech, zadowolenie, brak woli, dążenie do niewybrednych przyjemności. Mój moralny poziom jest znacznie wyższy od twojego, nawet kiedy stoję po strasznej stronie strzelby. Twoja tortura zwycięża moje ciało, niszczy mnie, ale umrę znacznie bardziej żywa niż twoje życie. 


Jestem krową, którą zjadasz, jęczałam godzinami błagając cię o litość, kiedy wbijałeś nóż albo pistolet ogłuszający, w konwulsjach szukałam wyjścia przez brudne ściany, płakałam z mydriasis, pokonana przed tobą klęczałam na kolanach, a ty nie okazałeś współczucia, ani nie było refleksji, byłam jedynie następnym numerem podczas twojego dnia pracy, następną etykietką na opakowaniu w lodówce, trofeum na ścianie, skreśleniem w schronisku dla zwierząt, w rejestrze zgonów w Ministerstwie Nędzy. Jestem przedmiotem, zawiniątkiem, strzępem, najmniejszą częścią żywej istoty powalonej na końcu samotnej klatki laboratorium kosmetycznego, komisariatu, brudnego szpitala, bunkra. Nikt nie słucha moich ostatnich jęków i umieram raczej ze smutku niż ze śmierci. Moja śmierć ma w sobie dwie śmierci.  

Jestem rowkiem wyrytym w twoim karabinie, cyfrą w obrzydliwym ogromie pewnych cyfr, metodą odzierania ze skóry, wynikiem badania, załatwionym problemem, wskaźnikiem oglądalności..., ale nigdy nie będziesz mógł spojrzeć mi w oczy i sprawić by inni myśleli, że masz rację, nigdy nie osiągniesz czystości mojego strachu, nigdy nie zetrzesz hańby z niesprawiedliwości, ani nie umyjesz rąk, choć nie wiem jak mydliłbyś je do ostatniego dnia swojego życia.W ostatecznej rozpaczy nienawiść nie dochodzi daleko, nie jestem w stanie cię nienawidzić, moje siły skoncentrowały się na przeżyciu tego co nieubłagane. 

I nie uda mi się to.

Moje ciało zostało rozczłonkowane i rozłożone na plastikowych tackach, moja skóra obdarta i wygarbowana, sekcja zwłok wykonana, leżę pod warstwą wapna w ukrytym wspólnym grobie, spalony tłuszcz mojego ciała ulotnił się przez komin, mój szkielet suszy się na słońcu, skutki trucizny, jaką mi podałeś, zostały odnotowane, a pocisk opłacony. Teraz moje życie nie jest ani „moje” ani „życiem”.  Nic ni zostało z tych dwóch słów. 

Kiedy się ze mną pożegnasz, nie mów znowu, że o tym nie wiedziałeś, że ty „tylko” zapłaciłeś za to morderstwo. Że życie jest jakie jest. Że jesteśmy naturalnymi drapieżnikami. Nie. Istota ludzka zawsze ma wybór i na nic mi się zda to smutne, bezwładne opakowanie, które nie pozwala się tarzać po trawie, bawić się lalką, głęboko nurkować, wyrażać swoje pomysły, przeżuwać świeżą, trawę, podskubywać zmoczoną deszczem ziemię. To jest zimne opakowanie, które nie pozwala mi po prostu żyć. 

Po prostu żyć, to czego pragnie wszystko co żyje.


Tłumaczenie: Agnieszka Władzińska

"