”Smak
deszczu…
Dlaczego
upaść na kolana?”
Jack
Kerouac
MIGRACJE
Chmury
to olbrzymie planety zawieszone na swojej chęci bycia i przebywania.
Płyną bez celu, krążąc bez stałej orbity na niecentrycznych
osiach w jakimkolwiek miejscu na niebie. Zdobią błękitną nicość
wszechświata. Przynoszą deszcz same nim będąc. Pochłaniają całe
państwa, samoloty, cywilizacje... hojnie przy tym żywią poetki i
dostarczają ziemi wody. Jak olbrzymie planety wymyślają sobie
formy, rodzą się i rozchodzą według kaprysów temperatury,
rozpalają zmierzch codziennie go wymyślając i przemierzają noc
obojętne na spojrzenie, które je opowiada. Chmury to gwiazdy z
piany i gazowanego morza, planety zakochane w swoim byciu i
przebywaniu.
A
tam w górze, zaraz przy chmurach, jesień podarowuje mojemu życiu z
kolejnym rokiem cud drżącego i spieszącego się ciała. Dokładam
więc do swojego życiorysu z kolejnym rokiem –rokiem mniej- ten
cu-do-wny akt tkliwości i pragnienia życia zwany migracją
ptaków,
darmowy spektakl, którego obecność pozostawia niezatarty ślad we
wrażliwym i uważnym widzu. Szczudłonogi, kaczki, gęsi i inne
kaczkowate, falujące litery V kreślone pomiędzy niebem a ziemią
krzyczą na siebie zaniepokojone wieczorem i w nocy lecą w kierunku
południowego zachodu. Niebo to nieustający ruch małych, ale
zdecydowanych ptaków szukających ciepła i pożywienia. Echo ich
głosów potwierdza nadejście zmierzchu i żegna dzień.
Jak
wiele innych widowisk, to –powtarzam- jest darmowe. Wiemy o ważnych
i wspaniałych rzeczach w naszym świecie, które są za darmo
. Tego
co najbardziej podstawowe nie da się sprzedać ani kupić. Ptaki,
jak chmury, to piękne prezenty dla spojrzenia nagiego serca- ich lot
(powietrze i ziemia niczym meduza stworzona z wody i światła)
potwierdza nadludzką wzniosłość scenerii. Każdej jesieni niebo
zapełnia się białymi planetami i milionami ptaków z wszechmocną
pieśnią na cześć życia w gardłach. Przelatują góry, doliny,
lasy, lecą niemal bez przerwy przy tytanicznym wysiłku genetyki.
Tysiące kilometrów dzieli ich od celu, podróżują nocą
prowadzone i chronione przez punkty świetlne na niebie, odpoczywają
krótko i tak mozolna jest ich wędrówka, że trudno nam sobie
wyobrazić tę nieustanną odyseję powtarzaną dwa razy w roku.

Migrujące
ptaki to istoty wyższe w niehierarchicznym znaczeniu sformułowania.
Aby je ukarać za to i za wolność, tysiące myśliwych –tych
kandydatów na ludzi- dziurawi je śrutem w locie lub kiedy są
bardziej wystawione na niebezpieczeństwo: podczas przystanku, żeby
zjeść i zaczerpnąć wody. W tym obmierzłym akcie tchórzostwa
–który w naszym gatunku szczególnie uwidacznia się podczas
wojen- ci ludzie pod osłoną prawa mordują piękno w stanie
czystym, zadając głębokie rany humanizmowi, nowej etyce,
oczekiwaniom społeczeństwa i przekształcając nas tym samym w
pierwotnego protoczłowieka, nieokrzesanego, krwawego, okrutnego.
Nie
znajduję słów ani argumentów usprawiedliwiających osoby, które
dla prymitywnej przyjemności katrupią ptaki i zamieniają te
tryskające energią pierzaste promienie w bezwładne, zimne kukły o
zakrwawionych oczach. W nic, w istoty bez wdzięku. Ich rodziny też
są winne, bo na to przyzwalają. Również kapłani, kiedy święcą
rzeź równocześnie wypełniając swoje usta padliną i słowami o
miłosierdziu.
Nie
ma wytłumaczenia dla morderców, są wrogami cywilizacji.
Jestem
tak radykalny, że zakorzeniam się w wietrze, ale teraz nad polem,
które kontempluję, chmury i migrujące ptaki zmierzają w różnych
kierunkach, w poszukiwaniu swoich niewidzialnych dróg nakreślonych
w powietrzu. Idę razem z nimi. Ślę im ciepłe słowa podziwu w
temperaturze trzydziestu sześciu i pół stopnia, choć mnie nie
słyszą. Wiem, że nasza przyjaźń jest niemożliwa, ale akt
miłości nie musi być wzajemny, bo kochać znaczy dawać.
Jesień
jest tutaj, ze swoimi kasztanami, grzybami, z chłodnymi jak lód
nocami, z więdnącymi roślinami i pomarszczonymi dzikimi owocami,
martwymi liśćmi i z sennym schyłkiem drzew, które być może
marzą o wiośnie.
Ptaki,
które unikną tej podłej śmierci zadanej tchórzliwym śrutem
-przeżyją potworne zmęczenie, niewygody podróży, brak pokarmu
lub choroby- znów powrócą wiosną, kiedy śnieg wsiąknie w
ziemię, a potem przejdzie do rzeki i chmury przyciągną deszcze, a
te pobudzą nasiona w ziemi. Być może wciąż tutaj będę,
starszy o rok. Będę czekał na nie i walczył o to, żeby
społeczeństwo zrozumiało ideę uwolnienia zwierząt i ziemi, bo
obydwa te światy są więźniami naszej ambicji i naszego punktu
widzenia. Nie można posiadać tego, co się kocha i szanuje będąc
tym czym jesteśmy: wyprostowanymi ssakami o przeciwstawnych
kciukach, posiadającymi to samo prawo do życia i wolności co młoda
gęś, która w tym roku migrowała po raz pierwszy, pchana
tytanicznym heroizmem swojego instynktu.
Nie
ma usprawiedliwienia dla mordu i tortury zwierząt, ani dla
zatruwania ziemi, i pomimo że absurdalne prawa popierają i
finansują tego typu praktyki, prawa te oparte są na założeniach
faszystowskich. Naszym obowiązkiem jest zmiana tych postaw,
spojrzenie z perspektywy biocentryzmu, myślenie sercem i czucie
mózgiem, niepowiększanie naszego długu wobec etyki, sąsiadów
żyjących na planecie i wobec samego świata
Znów
na polu. Zdaję sobie sprawę, że noc jest ciemna. Noc jest ciemna,
bo musi taka być. Aby istoty dzienne spały, a noktambulicy włóczyli
się, aby niektóre kwiaty się zamknęły, a inne otworzyły, aby
gwiazdy, aby księżyc, aby nietoperze, aby insekty... i aby tam na
górze, kokietując pewnym rodzajem majestatu w swojej perfekcji
ruchu, miliony przecudnych ptaków płynęły w gęstej, starej i
potrzebnej ciemności. Te ptaki na górze, nawołujące się nawzajem
słodko i w desperacji, w intymnym dialogu, delirium falowania i
porywającej, porywającej, porywającej chęci życia.
eksternalizacja to czerpanie korzyści przez jeden podmiot przerzucając koszty na całe społeczeństwo. np wycięcie lasu, wydobycie tofu, osuszanie łąk, emisja pyłów, hałasu oraz łowiectwo właśnie. wąska grupa czerpie korzyści, w dodatku wątpliwe, a koszty ponosimy wszyscy oraz przyszłe pokolenia. oczywiście, że zmiana klimatu, ruch drogowy i zanieczyszczenia powodują większe straty w populacjach ptaków. ale jesteśmy już na takim poziomie rozwoju że stać nas aby zacząć troszczyć się o środowisko. dla nas dzisiaj i dla przyszłych pokoleń.
OdpowiedzUsuńNiesamowity tekst. Gratuluję autorowi, trudno się nie popłakać.
OdpowiedzUsuń