czwartek, 5 lutego 2015

VULL VIURE!




(Artykuł ukazał się w magazynie"Vege" nr 7/2014)


            Vull viure" znaczy po katalońsku chcę żyć". Ze szklistymi oczami, wycieńczony przez leki, z pożółkłą skórą z powodu wirusa, który z godziny na godzinę, z minuty na minutę niszczył jego wątrobę, mój ojciec w agonii, w sali szpitala w Barcelonie spojrzał mi w oczy i wyznał: „vull viure”. To była prośba, błaganie, inwokacja, modlitwa, przekleństwo i nade wszystkie możliwe przede wszystkim: manifest czystego pragnienia życia. 
            Parę dni później jego pokonane i zimne ciało zredukowane zostało do popiołów, aby powrócić do ziemi. Ani medycyna ani my nie potrafiliśmy utrzymać go przy życiu. Od tego czasu minęło piętnaście lat, a ja słyszę ten głos zupełnie wyraźnie, moja pamięć wspomina szkliste oczy, które w rozpaczy i udręce wyrażały dużo więcej niż te dwa słowa, bo w jego spojrzeniu było spojrzenie żywego Wszechświata, trzęsące niebem, ziemią i wodą, objawiające się z całą siłą i podtrzymujące swoją wolę.
            Vull viure, chcę żyć.

         Nie ma znaczenia język ani forma, w jakich chce się żyć, bo  pragnienie życia wyraża się na tysiące sposobów, w tysiącach głosów, okrzyków, odgłosów gardłowych, w tysiącach cisz. Jest we wszystkich zwierzętach, które czmychają przed strzelbami myśliwych, żeby móc chcieć żyć, jest w tysiącach norek i lisów uciekających z potwornych klatek w potwornych hodowlach potwornego handlu skórami, jest w zagubionych spojrzeniach –jak zagubione dzieci zagubionego świata- miliardów zwierząt zamkniętych w momencie, w którym czytasz te słowa, uznawanych za mięso przypadkowo żywe. Spojrzenie mojego ojca wówczas przekracza granicę i widzę je w oczach świni, kurczaka, norki, błagające w ciszy o jedną jedyną rzecz, która ma dla nas wszystkich ma wagę i której pragniemy: życie.To nonsens uważać, że my kochamy życie bardziej niż inni swoje.

        Pragnienie życia i głęboka chęć jego realizacji z sukcesem, i siła napędowa ewolucji gatunków, powód dla którego piszę, powód dla którego czytasz, gorączkowe poszukiwanie aminokwasów, rewolucyjna jadowitość genów, fascynująca podróż organizmów poprzez ery geologiczne po zimnej prekambryjskiej zupie. Wewnętrzny głos wszechczasów nie akceptuje szantażu okoliczności, lecz ustępuje i oddaje się brutalnemu i pierwotnemu parciu esencji życia, najpowszechniejszemu ze śpiewów.
Każdy robi ze swoim życiem co chce, i choć próbuję, nie mogę zrozumieć samobójstwa, postrzegam je jako akt tchórzostwa, mimo że czynu samego w sobie nie kwestionuję. Przy  naszych trzynastu oddechach na minutę, naszych skurczach i rozkurczach serca, możemy jednak wyobrazić sobie nicość. Tak smakuje śmierć: nic. Życie, tak jak natura, cierpi na horror vacui, strach przed pustką, dlatego mamy śmierć i dlatego religie obiecują absurdalne wieczności, żeby zyskać klientów. Wszystko, co żyje obawia się śmierci i ją omija, a przecież wszyscy wiemy, że ona jest wielką sprinterką i zawsze nas dosięga. Życie też nie jest jedynie tym, istniejąmożliwości, a ból to dowód na przyjemność, tak jak brak miłości jest dowodem na miłość; w umowie zapisano wszystko. Z mojej strony –i mówię w imieniu trylionów zwierząt na tej planecie-, wolę zapach oddechu i wiatru, niezastąpiony smak wody i cudzej skóry, wszechobecne słońce ogrzewającewszystkich po równo. Chcieć żyć to cisza i bezwarunkowe wezwanie naszej natury istot żywych. Chcieć żyć... i żyć na wolnośc
i.

        Dlatego zawsze należy stanąć po stronie ofiary, niezależnie czy to Palestyńczyk czy kurczak, członek plemienia Mapuche, baran, Chinka, krowa czy ryba, po to by zrozumieć, że istoty pozaludzkie nie dają, lecz są rabowane z soków i ciał, i chociaż kradzieży dokonałby się w sposób całkowicie bezbolesny, w dalszym ciągu jest to zbrodnia.Niektórzy tłumaczą swój szacunek dla zwierząt czułością i humanitaryzmem, z jakim zabijają osoby pozaludzkie składające się na ich dietę. Jeśli takie jest ich pojęcie szacunku, błagam żeby mnie nie szanowali, bo nie wierzę w ich wersję szacunku.Zjeść filet z kogoś czy zjeść trzy kilo. Jakie to ma znaczenie dla osoby zamordowanej? Zabić ją w sposób bolesny czy z naukową dobrocią... Czy jest jakaś różnica dla ofiary? To ta sama śmierć.

              Śmierć jest zawsze taka sama, być może dlatego, że jej nie rozumiemy, że w 2013 pobiliśmy rekord w ilości konfliktów wojennych, który sięgnął liczby 414, w tym 45 o wysokiej skali przemocy i 20 najprawdziwszych wojen. Pamiętajmy, że obecnie istnieje 196 państw... Składam moje najbardziej gorzkie życzenia dla gatunku ludzkiego...

           Serce i ciało to wielcy łamacze reguł, ale cywilizacja jest jaka jest, gdyż zmuszamy mózg do myślenia o rzeczach, których serce nie czuje, bo nie jesteśmy tymi rzeczami.Możemy zmusić ciała do robienia rzeczy, o których decyduje mózg, ale ciało cierpi z powodu tyranii obowiązków, tak samo jak dla serca niemożliwe jest kochanie na siłę.Serce i ciało znoszą w cierpieniu bezczelność i obowiązki. Kiedy złamiesz rutynę, zaczynają się dziać rzeczy, dlatego prawdziwe życie zaczyna się, gdzie kończy się to, co zastane, bo marzenia to zwierzę, który cierpi na uwięzi i musi oddychać nie prosząc o pozwolenie.

          Ostatni mamut włochaty zakonserwowany w lodzie stanowił kolację Klubu Badaczy w Nowym Jorku w 1951 i jest dowodem na to w co zamienia się nauka, kiedy żołądek posiada więcej głosów niż mózg.Kiedy życie jest kwiatem, nie ma potrzeby zabijania kwiatów, aby życie ozdobić.Sądzę, że tak można wyrazić pochwałę dla prostoty charakteryzującej osoby szczęśliwe i pełne, bez dodatków.

          Tymczasem wszechmocne życie krzyczy. Osobiście czuję słabość wobec zwierząt słabych i starych, pariasów wśród pariasów, istot poniżanych i niepełnosprawnych. Wobec suki, która agresywnym zachowaniem i z każdym szczeknięciem wyraża życie w odosobnieniu,  bicie i wpojoną nienawiść; wobec Nestora, wychudzonego psa, który przeżył całe swoje życie przywiązany do budy łańcuchem i który drżał z wycieńczenia w ostatnich latach życia, wobec Pysia, starego długowłosego psa, ślepego i wyrzuconego na ulicę, bo nie trzymał moczu. Słabe zwierzęta wciąż chcą żyć, choćby dla następnego śniadania i promienia słońca, które ogrzeje ich wysłużone kości. 

Bo przeszłość i przyszłość to absurdalne kłamstwa, nie odpowiadające teraźniejszości, bycie lub bycie czasami. Śmierć przyjdzie nawet jeśli jej nie zawołamy i nie trzeba się spieszyć, i to samo “vull viure”, które usłyszałem lata temu, wciąż jest ważne i wypowiadalne przez wszystkie żywe istoty- wszystkich z nas urodzonych po to, żeby żyć. 


POWROTY




(Artykuł ukazał się w magazynie"Vege" nr 9/2014)


Nietzsche napisał, że powrót do natury to nie regres, lecz wyniesienie. Prawdopodobnie chodzi o wyniesienie w sferze ducha, ale jestem zbyt tępy i przyziemny, żeby zrozumieć aspekt kosmogoniczny kwestii. Prostota to główna cecha życia i wymyślanie podwójnych lub potrójnych interpretacji codzienności jest potwornie nudne i nakręca koło absurdu. Ładunek spekulacji i perwersji, które mogą tworzyć fakty i punkty widzenia, prowadzi do niezliczonej ilości mitów, religii, ezoteryzmów, domowych deifikacji, których celem jest zazwyczaj jakaś wulgarna metoda promocji człowieka jako istoty wyższej. Wszyscy się wypróżniamy i nie ma w tym nic wyższego, to tylko jeden ze sposobów pozbywania się toksyn.Dlatego wolę regres. 

Pragnę życia sprzed stu lat i etyki, która przyjdzie za sto lat.

Jesteśmy wyprostowanymi ssakami roślinożernymi, byliśmy wszystkożerni, niewiele więcej o nas samych możemy stwierdzić i niewiele więcej nas interesuje tak naprawdę. Lubimy kontakt z inną skórą, nawet tą należącą do przedstawicieli innych gatunków, natomiast kontakt z ogniem rani nasze ciało, a nawet możezabić- w obydwu przypadkach działają końcówki nerwów, które informują o przyjemności lub bólu. Dlatego najbardziej podstawowe prawa człowieka koncentrują się na dwóch celach: po pierwsze bronić prawa do przyjemności fizycznej i psychicznej, po drugie: uchronić nas od krzywd będących następstwem bólu fizycznego i psychicznego. I to w skrócie jest wszystko. Potem możemy to doprecyzować, jeśli zajdzie konieczność, ale sprawy najbardziej istotne nie podlegają dyskusji.

Innym rodzajem doświadczenia jest to, które powstaje dzięki naszej zdolności socjalizacji.Kiedy obserwujemy cieszące się zwierzę, dzięki umiejętności empatii wytwarzamy endorfiny i możemy zareagować uśmiechem, gdy widzimy, na przykład, dwa motyle spiralnie tańczące w powietrzu bądź dwa psy skaczące razemwe wspólnej zabawie.Być może nie przydaje się na nic ta zdolność, ale jest to prezent i wiele gatunków ją posiada, i dobrze jest, że istnieje. Ale też nie lubimy oglądać świni z poderżniętym gardłem, umierającej w agonii albo krowy z zainfekowanymi od dojenia wymionami, gdyż wiemy, że nie chciały być eksploatowane, pragnęły po prostu żyć, a my im na to nie pozwalamy. Rzeczywistość jest prostsza niż nam się wydaje. Dobrze jest używać argumentów etycznych, politycznych, ekonomicznych, filozoficznych społecznych, antropologicznych, bądź jakichkolwiek innych, ale najłatwiej jest uciec się do zdrowego rozsądku
.

Dla nikogo nie jest odkryciem, że model społeczeństwa przez nas stworzony  faworyzuje osoby z zaburzeniami psychicznymi, licznymi patologiami, obsesyjnie tchórzliwe bądź zwyczajnie chore na ambicję, reszta pozostaje na marginesie. Nikomu „normalnemu” nie może się spodobać obowiązek udawania bycia kimś, kim się nie jest, życie życiem, które do nas nie należy, dotykanie marzeń innych, odbywanie podróży, do których zmusza nas społeczeństwo, zbrodnia dla zachcianki, ubiór i działanie według ogólnego modelu niespójnego z nami… Zauważa siępewną opieszałość, kiedy trzeba pomyśleć samodzielnie, zakwestionować świat i zmienić to, co nam się nie podoba, bądź nie jest sprawiedliwe, solidarne, empatyczne lub egalitarne... czyli, reasumując, zmienić całą strukturę systemu, w którym żyjemy. 

Myślenie to najbardziej erotyczna rzecz naszego gatunku. Myślenie to afrodyzjak.

Nie wszystko jest względne, istnieje dobro i zło. Zbrodnia –nawet w obronie własnej- jest zła, mimo że może być usprawiedliwiona w sytuacji ekstremalnej i tylko jako wyjątek powinniśmy ją zaakceptować, nie jako regułę.Jeśli jakiś człowiek znajdzie się przypadkowo na pustyni i w pobliżu jest tylko królik, zjedzenie królikabyłobynormalne. Nie dlatego, że możemy, lecz dlatego że musimy. Prawdopodobnie królik –jeśli pustynia jest w takim stopniu pustynią, w jakimją przedstawiam- umarłby wcześniej z głodu, więc nawet nie mielibyśmy potrzeby go zabijać. Ta ekstremalna sytuacja istnieje jedynie w wyobraźni osób, które bronią prawa do zabijania, bo we współczesnym społeczeństwie –tu i teraz- mamy dużo jedzenia (nawet za dużo). A królik musi żyć. 

Tylko psychopata cieszy się lub jest obojętny wobec faktu zabijania królika –nadal posługiwać się będę przykładem gryzonia-, nikt myślący i czujący nie dostrzeże w żywym króliku jedzenia. Ponadto jest to zwierzę łagodne, nieszkodliwe, podatne na zranienia, wdzięczne, więc zamienienie go w krwistą masę skrzepów, zwijającą się w konwulsjach i przedśmiertnych charczeniach nie jest praktyką dla każdego- tę „pracę” zostawiamy jednostkom, które posiadają najmniej skrupułów. Jemy mięso, pijemy mleko i wyzyskujemy zwierzęta pozaludzkie, bo ktoś przestawia nam jebez skrupułów jako jedzenie, uchylając się od odpowiedzialności i od mówienia o procesie pozyskiwania tych produktów.

Powrót do natury Nietschego nie oznacza, że będziemy znów zapalać ogień za pomocą krzemienia, zabijać się w konfliktach lokalnych lub innego rodzaju… powrót w naszym gatunku musi być bardziej harmonijny, inteligentny i etyczny, i dlatego życzmy sobie społeczeństwa zgodnego i sprawiedliwego, co wiąże się ze środowiskiem czystym i dzikim, działaniem nieinwazyjnym, solidarnym, wspólnym, pełnym szacunku, wolnym… Dodajcie przymiotniki, jakie Wam się podobają, ale zróbcie to wraz z Naturą, nie przeciwko niej. Z szacunkiem dla grup i dla jednostek. 


Dla każdej z nich, czylidla każdej z nas. 


ZAKAZ CAŁOWANIA



 „Dlaczego musisz starać się być jak reszta, skoro jesteś skazany na siebie?”
Fernando Pessoa




(Artykuł ukazał się w magazynie"Vege" nr 11/2014)


         Wzrok to nie wszystko. To co przyjemne dla oczu nie zawsze takie jest w dotyku i odwrotnie. Kiedy pomiędzy dwoma pożądającymi się ciałami odległość równa się zeru, świat optyki rozwiewa się, traci wigor i skuteczność, aby ustąpić miejsca innemu, mniej złudnemu światu zapachów, dźwięków i smaków. Kiedy kosmetyczny świat pozorów zdejmuje przebranie i pokazuje prawdziwą, ciepłą skórę, to co dotykalne przekracza wszelkie oczekiwania i zamienia się w odwieczny i wspaniały cud żywego ciała, które nie odróżnia płci ani kształtów. Kochanie nie powinno być potajemnym aktem nocnym; jesteśmy zwierzętami dziennymi i najwięcej przyjemności doświadczamy, kiedy współdziała wzrok i znajdujemy się na wolnym powietrzu. Kochanie pod słońcem, w szczerym polu, w lesie to dowód na człowieczeństwo bez tajemnic, bez podwójnych intencji ijest brudne jedynie dla ślepych sercem, którzy nie widzą, bo nie chcą widzieć.

         Miłość, jak deszcz, często pojawia się nie uprzedzając i bez zaproszenia- obydwa zjawiska nie są dla osób przewidywalnych i właśnie przez tę spontaniczność je lubimy. Kochanie to sztuka, która nie ma dyscypliny, techniki, estetyki czy właściwego stylu. Kocha się żyjąc i odwrotnie, tutaj nie istnieją reguły: trzeba improwizować, potrafić zaakceptować brak miłości- i nie jako wypadek, lecz jako normalną sytuację, w której interesy nie są zgodne... Kochanie to sztuka, sztuka życia. Szacunek, życie, miłość- dług cywilizacyjny do spłacenia.

         Z tego co wiemy aż 1500 gatunków zwierząt na naszej planecie uprawiamyhomoseksualizm afektywny, od seksu do przyjaźni, miłości, trwałych relacji i tworzenia rodziny.Fenomen dobrze udokumentowano u 500 gatunków. Małpy bonobo, naczelne prawie identyczne z człowiekiem, uprawiają wszelkie możliwe postacie seksu homoseksualnego.

        Homoseksualizm z niewiedzy traktowany jest jako dysfunkcja, choroba, perwersja bądź, w najlepszym razie, dziwactwo stanowiące pożywkę dla żartów. Przeważa argument, że potrzebne są geny żeńskie i męskie razem, aby powstało nowe życie, dlatego ta antynaturalna praktyka to niebezpieczeństwo dla ciągłości gatunku.Ten argument ewidentnie pomija fakt, że seks od zawsze nie był środkiem, lecz celem.Oczywiście są inne czynniki, które przeciwnicy seksu homoseksualnego pomijają bez ogródek po to, by go zdyskredytować, jak na przykład potrzeba kontaktu, pieszczot, akceptacji, pocałunków, ciepła, szacunku, czułości, szaleństwa, emocjonalnej kreatywności, reakcji chemicznych, przyjemności, zabawy, interakcji, socjalizacji, magii… reasumując: wszystko co seks ze sobą niesie. 

      Nie ma rodzajów seksu, są jedynie osoby. Nie ma ras, są jedynie osoby. Nie ma gatunków, są jedynie osoby. Wszyscy jesteśmy biseksualni, choćprzeważają pewne tendencje, preferencje właściwe dla danej osoby, zgodnie z jej naturą i wizją estetyczną. Od zawsze i na zawsze nie współżyje się z ciałem jedynie, istnieją inne czynniki, cechy, ton głosu, spojrzenia w spojrzeniu, które kierują naszą uwagę na konkretną osobę. Fakt bycia samcem lub samicą nie decyduje za, ani nie wyklucza.Przyciąganie fizyczne ma silny związek z estetyką, choć koniec końców najważniejsze jest piękno wewnętrzne i w tym sensie posiadanie penisa lub waginy nie ma znaczenia.Tak więc relacje homoseksualne to najnormalniejsza rzecz na świecie i nie ma potrzeby wozić dziewczynek do szpitala, gdyż wolą ubierać się po chłopięcemu, ani poddawać chłopców terapii elektrowstrząsowej, bo podniecają ich członki innych. Seks zdrowy, uniwersalny i zalecany dla higieny psychicznej i fizycznej ma jedną tylko zasadę: wzajemna akceptacja pomiędzy osobami uprawiającymi miłość. W przeciwnym razie mamy do czynienia z gwałtem.


Znaczna większość przestępstw; zabójstw, gwałtów, aktów dyskryminacji, pedofilii…, słowem wszelkiego rodzaju naruszeń popełniana jest przez osoby uznające się za heteroseksualne, dlatego należy zachować ostrożność zanim stwierdzimy, że homoseksualizm degraduje nasz gatunek.Homoseksualizm nie degraduje nikogo, za to degraduje go w sposób zauważalny homofobia, jedna z najbardziej absurdalnych dyskryminacji, jakie istnieją.

        Najbardziej upartym w negowaniu naszej zwierzęcości–tym dążącym do wyłączenia nas z życia zgodnie z naturą, ucieczki od powszechności i wszechobecności homoseksualizmu, i przypisania naszemu gatunkowi jakiejś szczególnej cechy wyższego rzędu-przydałoby się nie wypróżniać przez tydzień, a po tych siedmiu dniach tortury, cierpienia, smrodu, bólu i przemocy zdaliby sobie może sprawę do jakiego stopnia jesteśmy zwierzętami: jak świnie, psy, stonogi. Jakakolwiek inna klasyfikacja biologiczna jest zwykłym kłamstwem. Trzeba wyzwolić osoby pozaludzkie z najcięższego dla nich więzienia: naszego punktu widzenia.

         Istoty pozaludzkie chciałyby być ośmieszane jak kobiety, pogardzane jak Murzynki, opluwane jak homoseksualiści, wyśmiewane jak niepełnosprawni, ale nie mają ogromnego szczęścia być jak tamci, bo są prawdziwym nic, towarami, których wartość określa w kilogramachwaga. Dzięki rozumowaniu oddzielonemu od emocji i współczucia osiągnęliśmy społeczeństwo tysiąc razy gorsze niż nazistowskie. Tryumf ewolucji społecznej wydaje się polegać na tym, że zamiast bycia traktowanymi jako przedmioty zwierzęta pozaludzkie wreszcie postrzegane są jako śmieci, doszliśmy zatem do najwyższego stopnia dyskryminacji.

         W świecie zwierzęcym jest hermafrodytyzm, homoseksualizm, wieloseksualność, przymusowa wstrzemięźliwość, transseksualizm (jak w przypadku rybanthiasalbo błazenkówna przykład)... Mniejszość być może, ale większość jest właśnie sumą mniejszości. 


Wszyscy jesteśmy tak samo zwierzęcy, musimy się wypróżniać i lubimy seks, z innymi gatunkami dzielimy zdolności odczuwania bólu i przyjemności, cierpimy, kiedy się nas rani bądź kiedy nie możemy zaspokoić naszych naturalnych potrzeb (życia i wolności) lub naturalnie, w sposób nieinwazyjny, wchodzić w kontakt z innymi.

Niezależnie od moralnych dywagacji, lepiej trzymać się z daleka od dogmatów białego heteropatriarchatu- szkodliwego systemu wartości opartego na megalomańskiej fantazji i nienawiści, dwóch pozostałościach, które od zbyt wielu lat ciemiężą i osądzają, prześladują i przeklinają, wskazują palcem i ośmieszają, zakazują i wprowadzają regulacje, atakują i niszczą jedną z najbardziej podstawowych wolności wszystkich gatunków: prawo do pocałunku.



SEITAN, WIELKA ALTERNATYWA



                               


(Artykuł ukazał się w magazynie"Vege" nr 9/2011)

            „Say-tahn”, tak japońscy mnisi buddyjscy ponad sześć wieków temu nazwali osobliwe mięso roślinne, pozyskiwane z czegoś tak prostego jak mąka. Zawartość protein w seitanie jest olbrzymia, większa niż w tofu: 100 g produktu zawiera 24,7% białka, dlatego zaleca się go  sportowcom, dzieciom oraz kobietom w ciąży. Seitan ma w sobie zaledwie 2% tłuszczu (interesująca informacja dla osób dbających o sylwetkę), 2% węglowodanów (idealny dla diabetyków), poza tym jest bogatym źródłem błonnika. Nie zawiera cholesterolu i pomaga regulować go w organizmie dzięki obecności znacznej ilości lecytyny, żelaza i witamin z grupy B. Seitan ma więcej wapnia i minerałów niż mięso, mniej soli, i oczywiście nie zawiera trucizny w postaci hormonów i antybiotyków, którą oferuje rynek mięsny równocześnie zaspokajając nasze łakomstwo.

            W Chinach nazywany jest „mięsem Buddy” lub „Kofu”. Ze względu na lekkostrawność może być spożywany przez osoby starsze, ale i weganie/ wegetarianie nie powinni odmawiać sobie smacznego seitanu. 

            Seitan to nic innego jak gluten otrzymywany z mąki, czyli białko występujące w ziarnach zbóż, którego konsystencja po przyrządzeniu bardzo przypomina mięso. Odpowiednio przyprawiony przypomina smak kurczaka lub kaczki, z tą różnicą, że nie musimy zabijać by otrzymać pokarm. Bezlitosna masakra w fermach drobiu jest zbędna i dzięki seitanowi można się bez niej obejść. Osoby uzależnione od mięsa (wskutek spożycia białka zwierzęcego mózg wydziela dopaminę, serotoninę i norepinefrynę powodujące uzależnienie) nie zatęsknią za nim, jeśli spożywają seitan. Niewskazany jest jedynie dla uczulonych na gluten oraz osób z celiakią.

            Przepis na tę potrawę jest łatwy, przygotowanie pochłania jednak trochę czasu.

            Potrzebne są dwa kilogramy mąki -nie ma sensu używać mąki razowej, gdyż w procesie ugniatania w wodzie otręby się wypłukują-, dolewamy taką ilość wody, jaka potrzebna jest do uzyskania masy podobnej do ciasta na chleb. Po wyrobieniu zanurz masę w zimnej wodzie na 45 min, w ten sposób skrobia rozmięknie.         
           
            Następnie delikatnie wyrabiaj ciasto palcami w wodzie, która w miarę wyzwalania skrobi zabarwiać się będzie na biało. Należy uważać by nie naciskać „kuli” zbyt mocno, gdyż może się rozsypać. Kiedy woda  uzyska konsystencję i kolor mleka (przebarwione ręce są tu  wskazówką), wymień ją.
           
            Wiele osób wylewa wodę wraz ze skrobią, jednak miliony mają utrudniony do niej dostęp, muszą wędrować nawet 10 km do najbliższej studni, zaś tysiące dzieci umiera dziennie z powodu braku wody lub chorób z tym związanych. Woda to dobro wspólne i należy o nią dbać. Zamiast pociągać za spłuczkę, użyj ją powtórnie, spłukując  muszlę w łazience. Suchą skrobię, która pozostaje na ściankach naczynia, spożytkuj do wyrobu ciast. Myślisz może, że mnisi buddyjscy marnotrawili bogactwa naturalne? :)

            Kiedy woda się klaruje, oznacza to, że gluten oddzielił się od skrobi. Otrzymujemy elastyczną, lepiącą się kulę, która jest białkiem roślinnym z pszenicy.

            Zagotuj ok. 5 litrów wody i dodaj tamari (sos sojowy), algę kombu, czosnek, liść laurowy... wszystko co może poprawić smak i dodatkowo odżywić danie. Gluten jest tak samo bezsmakowy jak surowe mięso, sekret smaku tkwi w przyprawach, dopraw go zatem na swój sposób, przepis na seitan można dostosować do własnych upodobań, mimo że według oryginalnej receptury doprawia się go jedynie sosem sojwym, kombu i czosnkiem.
           
            Następnie podziel masę na placuszki mieszczące się w dłoni i wrzuć je do wrzącej wody , cząstki masy należy przemieszać aby nie przylepiły się do dna garnka (tak zachowują się zaraz po wrzuceniu). Po chwili gotowania placki wypłyną na powierzchnię i potroją swój rozmiar , dlatego dobrze trzeba dobrać wielkość garnka.
           
            Gotuj seitan około 30-45 minut. Ponieważ gluten nie jest zbyt porowaty, potrzebuje trochę czasu na wchłonięcie bulionu. Można go ostudzić, przełożyć do słoika wraz z bulionem i trzymać przez parę dni, a nawet tygodni, w lodówce. Niektórzy zamrażają seitan, osobiście nie jestem zwolennikiem tej metody, gdyż niszczymy w ten sposób błonnik i strukturę pożywienia oraz zmieniamy smak.  
           
            Placuszki nadają się do duszenia, smażenia, obtaczania oraz służą jako nadzienie... Ale zaproponuję przepis, który opracowaliśmy w „kulinarnym laboratorium Patryka i Gabi” w Gdańsku pewnej marcowej nocy. Rezultat w sensie gastronomicznym był spektakularny.
           
            Wysmaruj blachę olejem, wyłóż placki, przypraw aromatycznymi ziołami, czosnkiem w proszku, solą i sosem sojowym, włóż do pieca rozgrzanego do 200º i co dziesięć minut przewracaj je na drugą stronę by uzyskać apetyczną, przysmażoną i  chrupiącą powierzchnię. Kiedy seitan będzie odpowiednio dla nas podsmażony, przygotowujemy „alioli” (sojanez z czosnkiem) i jesteśmy gotowi wejść w siódme niebo.
           
            150 g seitanu zaspokaja dzienne zapotrzebowanie białka, nawet w przypadku osób bardzo aktywnych. Można go przyrządzać jak jakiekolwiek mięso, tym bardziej, że -poskreślam- seitan nie niesie ze sobą cierpienia, bólu, udręki, samotności czy strachu jak inne produkty wynikające z ignorancji i opinii, iż zwierzęta to jedne z wielu artykułów spożywczych oraz maszyny w służbie człowieka. Przyrządzanie seitanu to też promowanie idei kuchni domowej, najlepszej alternatywy w naszych sztucznych i gotowych do spożycia czasach.
        

Tłumaczenie: Agnieszka Władzińska